Al Shabaab przy obiedzie.



Podczas ostatniego obiadu, rozmowa zupełnie nieoczekiwanie zboczyła na temat dotyczący muzułmanów. Jest to pewnego rodzaju nawiązanie do publikowanego wcześniej przeze mnie tekstu. Tym razem moim informatorem jest cytowany już wcześniej Ojciec J. Niestety, mam drobne problemy ze zweryfikowaniem autentyczności informacji, które przekazał mi podczas naszej rozmowy, toteż prosiłbym traktować ten tekst raczej jako sprawozdanie czyjejś opinii niż popartą faktami bezwzględną prawdę. Mimo to, nie chciałbym podważać prawdziwości informacji zawartych w tym tekście.
Zaczęło się od Tanzanii i zachodzących tam ostatnio zmian. Ruchy radykalnych Muzułmanów napadają tam na kościoły, grożą świętą wojną przeciwko niewiernym. Prowodyrem całego zamieszania jest Al-Shabaab, ekstremistyczna organizacja szkoląca i zapewniająca swoim zwolennikom wsparcie podczas ich działań. Obozy, gdzie szkoleni są przyszli zamachowcy, znajdują się w Somalii, jednak w szeregach terrorystycznej organizacji działają członkowie pochodzący również z innych afrykańskich krajów: Kenijczycy, Ugandyjczycy, Tanzańczycy. Jak więc trafiają do częściowo okupowanej Somalii, by zostać terrorystami? Poza tym nikt nie rodzi się ekstremistą. Otóż, Al-Shabaab żeruje na naiwności ludzi i na biedocie. Sprytnie wykorzystując sytuację gospodarcza krajów, na terenie których działają członkowie ruchu, werbują nowych ,,terrorystów” - bardzo często spośród ludzi, którzy nigdy nie chcieli przelewać krwi za Allaha, a zostali zwyczajnie oszukani.
Jak mówi Ojciec J, ubogi człowiek, widząc zamożność swojego sąsiada idzie do niego i prosi o pomoc. Dlatego Al-Shabaab wielu swoim członkom i sympatykom funduje życie w luksusie. Ludzi tacy bardzo często są również zaangażowani w lokalne życie społeczne by byli rozpoznawani i dobrze znani pośród swoich sąsiadów. Nie pracują, a mimo to jeżdżą drogimi samochodami i żyją dostatnio. Wszytko po to by przyciągnąć uwagę tych gorzej sytuowanych i ubogich. Gdy przychodzi się do takiej osoby po pomoc, słyszy się opowieści o tym, że z właściwym wstawiennictwem można wyjechać do dobrze płatnej pracy za granicę, na przykład do Emiratów Arabskich. Kobietom proponuje się pracę w liniach lotniczych, mężczyznom wysokie stanowiska w dobrze prosperujących sklepach lub centrach handlowych. Wizja jest niezwykle kusząca, wystarczą drobne na bilet i już się jest na miejscu, gdzie oczywiście znajomi naszego dobrego przyjaciela zapewnią nam już wszystko. A po kilku latach wraca się z powrotem do rodziny z zaoszczędzonymi pieniędzmi. Wiele osób chętnie i szybko decyduje się na takie wyjazdy, zostawiają rodziny i wyjeżdżają. Niestety, po znalezieniu się już na pokładzie, często okazuje się że ma on trafić do Somalii lub - co również się zdarza - Somalijscy piraci wiedzą, który statek ma zostać uprowadzony. Ludzie, którzy na skutek takiego oszustwa znaleźli się na somalijskim wybrzeżu są zatrzymywani i transportowani do obozów, gdzie następnie mają być przetrzymywani. By uprowadzeni ludzie byli bardziej skłonni do współpracy, są odurzani narkotykami jeszcze zanim zacznie się ich indoktrynacja. Uzależnieni od podawanych im narkotyków, zamykani w celach, z dala od rodziny i bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, są ,,nauczani”. W społeczeństwie rządzonym przemocą zaczyna się ich droga ku terroryzmowi. Wielu spośród tych, którzy zostają porwani, w końcu poddaje się i - czy to poprzez nawrócenie czy rezygnację - przystaje do więżących ich terrorystów. Wówczas dopiero są szkoleni i uczeni terrorystycznego rzemiosła. Nim zostaną z powrotem wypuszczeni na wolność, mija jeszcze dużo czasu w niewoli, podczas którego stale są obserwowani, poddawana testom jest ich lojalność i nadal wpajane są im zasady, którymi odtąd mają kierować się w życiu.
Ludzie postawieni w takiej sytuacji nie bardzo mają jakikolwiek wybór. Jeżeli będą się zbyt długo opierać, zostaną zwyczajnie zlikwidowani, a ich miejsce zajmą inni. Są oni też kuszeni dużym wynagrodzeniem w zamian za swoje usługi. Ty dla nas coś zrobisz, a my ci zapłacimy i wrócisz do rodziny, wraz z zarobionymi pieniędzmi. Strach przed śmiercią lub groźby mierzące w rodziny porwanych sprawiają, że ludzie godzą na warunki stawiane przez terrorystów. Inni, skuszeni wizją wysokiego wynagrodzenia, zwyczajnie do nich przystają. Po przejściu szkolenia w somalijskich obozach, wracają potem do swoich krajów by walczyć lub werbować nowych ludzi tą samą metodą, jaką zwerbowano ich.   
Terroryści wykorzystują biedotę, płacą ludziom za zgłaszanie się do zamachów bombowych. O ile wydaje się to nieprawdopodobne, to w Afryce nie jest to nowość. W holenderskich koloniach miały dawniej miejsce polowania na ludzi. Czarnoskórzy mężczyźni zgadzali się by wziąć udział w polowaniu, podczas którego biały człowiek ścigał ich dla rozrywki. W zamian gwarantowano, że rodziny zabitych otrzymają duże wynagrodzenie pieniężne po śmierci członka rodziny. Podobnie jest dziś z ochotnikami do samobójczych ataków bombowych. Człowiek, który nie ma domu i ledwie wiąże koniec z końcem, niekiedy popada w taką desperację by oddać swoje życie w walce - w imię nie swoich ideałów lecz w zamian za zapewnienie swojej rodzinie przyszłości. Ponoć spisuje się umowy zawieranych na takich warunkach transakcji.
Bieda i warunki życia poniżej ludzkiej godności są wstanie popchnąć człowieka do wielu wyrzeczeń i okrucieństw. Afryka zna na to liczne przykłady. Dziecięca prostytucja, porzucanie niechcianych dzieci lub takich, których nie ma się za co utrzymać przy życiu. Narażanie życia dla przemytu broni, narkotyków, żywego towaru. Czarny kontynent słynie z krwawych i bezwzględnych rozwiązań, a szerzący się wkoło terroryzm podsuwa jedynie nowe sposoby jak zniewolić i wykorzystać człowieka. Biali kolonizatorzy przez wieki stosowali metody wyzysku wobec ,,podbitych” ludów Afryki. Jak się okazuje, długie lata nauki nie poszły w las.   
***
Na przełomie roku 2007-2008 w Kenii doszło do zamieszek spowodowanych wyborami prezydenckimi. W ich wyniku zginęło kilka tysięcy ludzi, niemożliwe jest jednak dokładne określenie liczby zabitych, gdyż rząd usilnie tuszował przebieg wydarzeń, w które zaangażowani byli bezpośrednio jego członkowie. Po zamieszkach wiele rodzin zostało bez dachu nad głową i stało się tak zwanymi uchodźcami wewnętrznymi. Rozpoczęły się akcje, mające na celu przesiedlenia i znalezienia nowych miejsc do życia dla tych ludzi, którzy bali się powrotu do domu w obawie przed własnymi sąsiadami. Nieoczekiwanym problemem, z którym musiało borykać się państwo stał się nagły wzrost liczby pozamieszkowych sierot. Setki dzieci, które straciły rodziny i domy nie miały się gdzie podziać. W Kenii już wówczas zjawisko domów dziecka występowało raczej rzadko i kiepsko się sprawdzało, mieszkańcy i mieszkanki takich domów byli wyzyskiwani na rozmaite sposoby. Zmuszani do prostytucji, ciężkiej pracy, działalności przestępczej, żebractwa, które zapewniało godziwy byt ich opiekunom. Mówi się, że rząd rozwiązał problem nadmiaru sierot. Co prawda, jest to tylko plotka, ale faktem jest, że dzieci których wszędzie było pełno zniknęły z ulic miast, a żadne nowe domy opieki nad nimi nie zostały postawione. Mówi się, że dzieci te zostały zapakowane do kontenerów, którymi masowo wywieziono je do Chin. Po co? Wersji jest kilka, najbardziej prawdopodobne są dwie. Miały zasilić one świetnie prosperujący już w Chinach wyzysk nieletnich lub trafić pod skalpel jako dawcy organów. Tak czy inaczej, problem sierot na ulicach został rozwiązany.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz